Klinika Papieru

Bonawentura Lenart

O trwały papier książkowy

„Przegląd Biblioteczny", 1936, z. 3, s. 200–205.

Bezradni jesteśmy w walce z utrzymaniem zdobyczy kulturalnych – wobec powszechnego nastawienia optymistycznego, że dokonujący się rozwój techniki jest rozwojem kultury, zamiast uświadomić sobie, że rozwój techniki wytyczony jednostronnie ku ilościowej produkcji, przeważnie obniża jej poziom, przyczyniając się zarazem do wyniszczenia ograniczonego zasobu surowców.

Stan taki ogólnie nas dotykający znajdujemy i na odcinku bibliotekarskim. Stwierdzamy w magazynach bibliotecznych, że papier z każdym dziesiątkiem lat od połowy wieku XIX jest coraz gorszy, pomimo zewnętrznych efektów: wygładzania powierzchni, coraz jaśniejszej bieli oraz błyskotliwego połysku, które to mniemane zalety są antyhigieniczne, tak dla człowieka, jak i dla książki samej. Stwierdzamy to na książkach ostatnich dziesiątków lat, nawet tych, do których papier wyrobiony został z takich samych surowców, z jakich niegdyś przed wiekami wyrobiony, przetrwał do dni naszych w pełnej odporności na działanie atmosferyczne i w pełnej mocy mechanicznej, podczas gdy papier wyrobiony zaledwie przed kilkudziesięciu laty, również z włókna lnianego, uległ zatleniu.

Wydawnictwa naszych czasów w przeważającej ilości, drukowane są na papierze z lichszego surowca, tj. z błonnika drzewnego, mniej trwałego nawet wtedy, gdy usunięto zeń miazgę. W tym razie gatunek taki ma nazwę „bezdrzewnego papieru". Papier ten wykazuje odporność tylko przez pewien niedługi okres czasu, lecz nie daje gwarancji trwałości. Stąd niepokój i obawa przed odpowiedzialnością bibliotekarzy, konserwatorów książnic naukowych, świadomych tego groźnego stanu i zarazem niemożność przeciwdziałania zabiegami niewspółmiernie kosztownymi. Do pewnego stopnia wiedzą też o tym wytwórcy książki: papiernik, drukarz, wydawca.

[...]

W dzisiejszym ogólnoświatowym systemie gospodarczym, nastawionym w produkcji na dużo i tanio, nawiasem – byle jak, wyniszczając (na taką produkcję) ograniczony zasób szlachetnych surowców – nie ma miejsca na głębszą reformę tego zagadnienia [trwałości papieru – red.]. Jeśli zatem drukowanie książek na trwałym papierze w pełnym nakładzie wydawnictwa nie ma widoków realizacji, należałoby przeprowadzić reorganizację sposobów i środków technicznych na małym odcinku potrzeb, choćby tylko w zakresie egzemplarza pomnikowego, na potrzeby bibliotek naukowych (około 20% nakładu książki), drukując go na trwałym o pełnej mocy papierze i trwałą czernią drukarską.

Względy gospodarcze nakazywałyby procent egzemplarzy na trwały papierze powiększyć tak, aby można było zaopatrywać w takie egzemplarze, również i biblioteki powszechne. Zwiększony koszt egzemplarza zrównoważy dłuższy okres użytkowania książki. W rzeczywistości przyczyni się do obniżki dotychczasowych wydatków, ponoszonych w większości na restaurację lichego papieru przy kilkakrotnym oprawianiu. To jedno. Drugie to sprawa oceny papieru pod kątem tych rozważań. Zdaniem papierników wyrabia się papiery o różnej mocy, również bardzo trwałe. Twierdzenie takie mieści w sobie niebezpieczeństwo. Chemik-papiernik jest przeświadczony o dodatniej wartości analizy substancji papieru, jego zdaniem trwałego. Treść takiej analizy, odczytywana praktycznym doświadczeniem badacza-konserwatora papieru, wykazuje przeciwnie ujemną jakość tych składników.

Papieru trwałego o pełnej mocy i odporności, któryby równał się papierom historycznym, na przestrzeni wieków aż do r. 1830, zdaje się, nie mamy i to nie tylko w naszym przemyśle papierniczym. Do wyjątków zaliczyć można książki dzisiejszej wytwórczości, które zachowają się wieki bez zabiegów konserwacyjnych. [...]